Ukryte składniki

Ukryte składniki

wtorek, 20 grudnia 2016

Barszcz czerwony w kartonie

Dzisiaj króciutki wpis, ale chciałam się nim z Wami podzielić.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a więc Wigilia... a jak Wigilia, to czerwony barszczyk. Dziś mało kto gotuje go z własnych buraczków, a smaczny barszczyk wcale nie jest tak łatwo ugotować. Inna sprawa, że do przygotowania kolacji wigilijnej jest tyle dań, że każdy chce sobie ułatwić co tylko może. Nie dziwi więc, że coraz częściej sięgamy między innymi po gotowe zupy w kartonach.

Chyba najbardziej znanym barszczem kartonowym jest Barszcz czerwony firmy Krakus

(Źródło: https://secure.ce-tescoassets.com/assets/PL/357/5900397734357/ShotType1_328x328.jpg)

Bardzo przyprawiony. Nie przepadałam za nim szczególnie, ale był jednym z lepszych składowo dostępnych na rynku, więc królował na naszym stole.

Skład: sok z buraków ćwikłowych z zagęszczonego soku (58%), woda, sok jabłkowy z zagęszczonego soku, cukier, sól, regulator kwasowości – kwas cytrynowy, warzywa i ekstrakty warzywne (zawiera seler), przyprawy i ekstrakty przypraw, aromaty (zawierają seler, mleko)

W tym roku odkryłam coś znacznie lepszego. Podczas codziennych zakupów w jednym z hipermarketów, natknęłam się na promocję barszczu czerwonego firmy Dawtona.

(Źródło: http://www.dawtona.pl/uploads/files/0622af9259af2ae788e27f2a04f63afdd9dc8e72.jpeg)

Skład: sok z buraków ćwikłowych z zagęszczonego soku (69%), woda, cukier, sok z cytryny z zagęszczonego soku, sól, ekstrakty warzywne, ekstrakt grzybowy, przyprawy, ekstrakty przypraw, olej słonecznikowy

Dawtona już od jakiegoś czasu bardzo mile zaskakuje mnie swoimi produktami, więc nie przeszłam koło hostessy obojętnie. Byłam bardzo ciekawa smaku nowego barszczu. I wierzcie mi, że jest pyszny i bardzo delikatny w smaku. Ma w porównaniu z Krakusem większą zawartość soku z buraków i nie zawiera aromatów.

Dlatego jeśli macie ochotę spróbować nowej odsłony czerwonego barszczu w te święta i nie bardzo przepadacie za mocną dawką przypraw, to serdecznie polecam Wam nowość Dawtony. Moja córeczka wypiła go z wielkim smakiem jak soczek ;)

sobota, 17 grudnia 2016

Śnieżnobiały uśmech z Blend-a-med 3D White Luxe

Dzięki portalowi Everyday Me mam okazję testować nową linię produktową Blend-a-med 3D White Luxe, w której skład wchodzi:
- pasta do zębów Blend-a-med 3D White Luxe Perfection
- preparat przyspieszający wybielanie zębów Blend-a-med 3DWhite Luxe Whitening Accelerator

(Zestaw Ambasadorski - Blend-a-med 3D White Luxe)

Według zapewnień producenta, zestaw Blend-a-med 3D White Luxe już po 3 dniach usuwa do 100% przebarwień powierzchniowych i utrzymuje bielsze zęby na dłużej. Czy tak jest? Czy rzeczywiście przy regularnym stosowaniu można uzyskać śnieżnobiały uśmiech? 
Szczerze mówiąc podeszłam dość sceptycznie do tego testu, ale nie miałam nic do stracenia. Po urodzeniu dziecka zaniedbałam zęby tak bardzo, że nie mogłam już na nie patrzeć :( Stały się matowe i żółte. Co prawda nigdy nie były idealnie białe, ale stan w jakim zaczynałam testy był zatrważający - naprawdę wstydziłam się uśmiechać...

Test zaczęłam od zrobienia zdjęcia "przed" - chciałam mieć porównanie. Niestety gdy zabrałam się za pisanie tego posta i zrzucanie zdjęć z telefonu, okazało się, że zdjęcia nie ma (tak jak kilku innych). Córka widać nabyła nowe umiejętności bawiąc się moim telefonem (dziś nawet usłyszałam nowy dzwonek podczas połączenia - nie wiem jak ona to zrobiła - nawet przypadkiem! Także wybaczcie, że musicie mi uwierzyć na słowo w kwestii poziomu wybielenia zębów.


Ciężko jest mi napisać jak oba produkty działają osobno. Od pierwszego użycia stosuję je razem, więc tylko w tym zestawieniu mogę rzetelnie ocenić ich skuteczność.

Aby kuracja wybielająca była najskuteczniejsza, należy najpierw umyć zęby pastą Blend-a-med 3D White Luxe Perfection. Można także użyć innej pasty, ale ważne jest by nie używać samego przyspieszacza, gdyż nie zapewnia on odpowiedniej ochrony zębów i szkliwa. Producent zaznaczył to na opakowaniu.


Muszę Wam przyznać, że pierwsze użycie tej pasty nie należało do przyjemnych doświadczeń. Strasznie piekły mnie dziąsła i myślałam, że nie uda mi się przebrnąć przez testy. Na szczęście z drugim i kolejnym użyciem było już lepiej. Właściwie teraz nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Pasta jest mocno miętowa i bardzo dobrze czyści zęby.


Po umyciu zębów pastą, trzeba użyć jeszcze preparatu przyspieszającego wybielanie zębów. Jest to co prawda pewien dyskomfort, ale można do tego przywyknąć. Smak preparatu jest o wiele łagodniejszy i chyba ma lekko owocowy posmak - w każdym razie bardzo przyjemny :)

Oba te produkty dają łącznie doskonałe uczucie czystości zębów, świeży oddech, i co najważniejsze (zaraz po wybielaniu) zęby są gładziutkie jakby były pokryte delikatną warstwą ochronną. To uczucie nie utrzymuje się kilkanaście godzin. Mimo spożywania normalnych posiłków, uczucie to towarzyszyło mi cały dzień.

Jeśli chodzi o samo wybielanie, bo zapewne to interesuje Was najbardziej, to owszem w moim przypadku zestaw ten okazał się bardzo pomocny. Już po kilku dniach używania mogłam zauważyć różnicę. Po dłuższym stosowaniu mogę się swobodnie uśmiechać. Czuję się pewniej i piękniej. Co prawda do śnieżnobiałego uśmiechu Shakiry jeszcze mi daleko i podejrzewam, że nigdy takiego mieć nie będę, to kolor moich zębów zmienił się z żółtego na jasną kość słoniową. Są błyszczące, nie bolą - więc nie są chyba raczej niszczone zestawem Blend-a-med 3D White Luxe... zwłaszcza, że jak wspomniałam wcześniej, cały czas czuję na nich niewidoczną warstwę ochronną.


Dla mnie to duża zmiana. Pewnie każdy ma inne oczekiwania od podobnych produktów. Jeśli jednak ktoś chciałby wypróbować zestaw Blend-a-med 3D White Luxe i przekonać się na sobie czy będzie zadowolony z efektu, to poniżej znajduje się informacja jak można zakupić zestaw i uzyskać zwrot części kosztów jego zakupu.


A może ktoś z Was używał tego zestawu i podzieli się swoimi doświadczeniami?
 
Moja ocena



czwartek, 24 listopada 2016

Kolorowy świat Lego DUPLO - Pociąg z cyferkami

Dziś coś dla naszych najmłodszych pociech. Dzięki Streetcom mam okazję przetestować zestaw Pociąg z cyferkami. No może nie tyle ja, co moja niespełna 2,5 roczna córeczka.

(Zestaw Ambasadora -  LEGO® DUPLO® - Pociąg z cyferkami)   

Już od dawna nasza córeczka miała podobnej wielkości klocki i czasem nawet do nich zaglądała by ułożyć z nich wysoką wierzę lub inne (z pomocą moją i męża wynalazki). Do samych klocków  LEGO® DUPLO® nie miałam szczególnie pozytywnego nastawienia, z uwagi na ich wysoką cenę w stosunku do małych zestawów. Wydawało mi się, że tak naprawdę płaci się tylko za markę i nie warto przepłacać... zwłaszcza, że córka naprawdę rzadko sięgała po klocki. Jednak udało nam się dostać do kampanii i namacalnie przekonać się o jakości  LEGO® DUPLO®.

Już samo pudełko wzbudziło zachwyt mojej córeczki. Z wielkim zaciekawieniem rozpakowała paczkę ambasadorską i zabrała się do zabawy. 


Nie było to jednak wyznacznikiem wyjątkowości klocków  LEGO® DUPLO®, bo wiadomo, że każda nowa rzecz cieszy i interesuje dziecko w podobnym stopniu. Zaczęłyśmy się bawić razem. Najpierw złożyłyśmy pociąg zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Córeczka od razu zaczęła nazywać cyferki i kolory, które znajdywały się na klockach. Oczywiście po swojemu i nie zawsze trafiając we właściwą ich nazwę. Najbardziej zachwycił ją piesek załączony do zestawu. Do dziś jest to główny bohater wszelkich LegoDuplowych (i nie tylko) zabaw. 
Bawiła się nieprzerwanie ponad 3h i pewnie bawiłaby się dalej gdyby nie fakt, że pora była na wieczorną kąpiel. Nie było jeszcze dnia bez zabawy tymi klockami. Naprawdę mają w sobie coś, co dzieci wciąga w zabawę i nie nudzi - wręcz zachęca do kreatywnej zabawy i nauki.


Teraz trochę z moich obserwacji. Zestaw zawiera 31 elementów, w tym 2 figurki (pies i chłopiec - maszynista). Klocki są bezpieczne dla dziecka, bo nie zawierają małych elementów. Są bardzo dobrej jakości - dużo grubsze od tych tańszych, które mieliśmy. Ich rozmiar idealnie pasuje do małych rączek. Z niezwykłą łatwością maluch może ze sobą połączyć i rozłączyć każdy element. Są bardzo precyzyjnie wykończone i pasują do siebie idealnie. Nic nie odstaje. Oczywiście wielką zaletą są piękne i żywe kolory oraz aspekt edukacyjny. 
Jedyną wadą pozostaje jednak zbyt wysoka cena. Wiem już, że za jakość się niestety płaci i choć myślimy o rozszerzeniu zestawu ciuchci o kolejny, to myślę, że będzie to jednorazowa inwestycja. Tym bardziej cieszę się, że dostałam się do tej kampanii. Zestaw, który otrzymaliśmy waha się cenowo (w internecie) w granicach 70-80 zł, o sklepach stacjonarnych nie wspomnę. 
Jak ktoś może sobie, bez większych wyrzutów sumienia, pozwolić na takie prezenty, to szczerze zachęcam. Nie płaci się jedynie na markę, jak myślałam dotychczas. 

Moja ocena

piątek, 18 listopada 2016

Folia do pakowania żywności EASY Jan Niezbędny

Od kilku dni, dzięki TestMeToo mam przyjemność testować folię do żywności EASY od Jana Niezbędnego. Właściwie to mąż dostał się do kampanii, ale testujemy razem ;)

(Paczka Ambasadorska - Folia Easy)
Jestem BARDZO zadowolona z tego testu. Przede wszystkim podoba mi się to, że folia EASY nie skleja się jak inne, których używamy w domu. Zdarzało się, że zanim owinęłam coś folią, to się tak posklejała, że wolałam ją wywalić niż rozklejać ponownie. Tu ten problem nie występuje, co znacznie ułatwia pakowanie produktów.

(Folia Easy po oderwaniu jej palcami )

Jest dość cienka co od razu się zauważa, ale niczego jej to nie ujmuje. Ciekawym rozwiązaniem jest odrywanie folii. Nie potrzebny jest do tego ani nożyk, ani żadne inne ostre narzędzie. Z łatwością można ją oderwać palcami w dowolnym miejscu. Urywa się dość równo. Dobrze przylega do naczyń. Przechowywane w niej przedmioty długo utrzymują świeżość i nie wysychają. Myślę, że folia Easy będzie stałą pozycją na mojej liście zakupów.


Moja ocena
 

czwartek, 10 listopada 2016

Wkrótce na blogu

Oj będzie co testować. Już wkrótce poznacie relację z testów:

- LEGO DUPLO Pociąg z cyferkami (Kampania Streetcom)


- Folia do żywności Jan Niezbędny Easy (Kampania TestMeToo)



- Szamponu Pirolam (Kampania TestMeToo)
A może w międzyczasie dojdzie coś jeszcze...? Zobaczymy. Czekajcie cierpliwie :)

środa, 2 listopada 2016

Jogurty naturalne z dodatkami Zott Primo (Natur) - część II

Zgodnie z obietnicą złożoną w TYM poście, podzielę się dziś z Wami swoją opinią o jogurtach naturalnych z dodatkami musli od Zott. Po długich poszukiwaniach udało mi się kupić wszystkie wersje smakowe. Podobno jest coraz lepiej z dostępnością w sklepach, więc mam nadzieję, że sami będziecie mogli się przekonać o ich walorach smakowych.

(Część paczki Ambasadorskiej)

Wersje z musli dostępne w następujących smakach:
  • czekolada-banan
  • tropikalny
  • chrupiące miodowe
  • orzechowe

Skład jogurtu naturalnego dla wszystkich wersji smakowych (89,5%): mleko, białka mleka, żywe kultury bakterii

Jest dokładnie taki sam jak w wersji owocowej - bardzo dobry, lekko kwaśnawy w smaku, ma kremową konsystencję. Smakosz jogurtów naturalnych na pewno nie będzie zawiedziony. 

A teraz przyjrzyjmy się bliżej każdemu ze smaków z osobna.

Czekolada-Banan 

(Jogurt naturalny z dodatkiem musli - Czekolada-Banan)
Skład dodatku musli (10,5%): płatki owsiane, cukier, banany 9,8%, miazga kakaowa, olej słonecznikowy, miód, olej kokosowy, wiórki kokosowe, mąka pszenna, mąka ryżowa, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna słonecznikowa, mąka pszenna słodowa, dekstroza, sól

Najbardziej w smaku wyczuwalna jest czekolada. Bananów nie wyczułam w ogóle. Fajnie chrupią dodatki, ale smakowo żadna rewelacja. No i nie zachwyca mnie ta ilość mąki, tłuszczu, cukru i dekstrozy (to tez cukier i to z wysokim indeksem glikemicznym)



Tropikalne

(Jogurt naturalny z dodatkiem musli - Tropikalne)
Skład dodatku musli (10,5%): płatki owsiane, cukier, suszona papaja 7,4%, olej słonecznikowy, ziarna słonecznika, suszone ananasy 5,8%, miód, wiórki kokosowe 1,5%, mąka pszenna, mąka ryżowa, kwas: kwas cytrynowy, mąka pszenna słodowa, dekstroza, sól

Tu również smak nie powala. Trudno mi wyczuć jakikolwiek składnik dodatku. Te same uwagi odnośnie składu...

Miodowe Chrupiące

(Jogurt naturalny z dodatkiem musli - Miodowe Chrupiące)

Skład dodatku musli (10,5%): płatki owsiane, siekane migdały 15%, cukier, olej słonecznikowy, mąka pszenna, płatki pszenne, miód 4,5%, mąka ryżowa, sól, mąka pszenna słodowa, dekstroza

Moje największe rozczarowanie. Fajnie chrupie, owszem, ale miodu nie czuć nie krzty. Można dodać łyżeczkę naturalnego i wtedy jest fajnie... ale czy o to chodzi? Oczekiwałabym naprawdę miodowego smaku.
Orzechowe

(Jogurt naturalny z dodatkiem musli - Orzechowe)
 
Skład dodatku musli (10,5%): płatki owsiane, orzechy 17% (migdały, orzeszki pekan, orzechy nerkowca, orzechy laskowe prażone), cukier, płatki pszenne, olej słonecznikowy, ziarna słonecznika, pestki dyni, mąka pszenna, sól, syrop karmelowy

Można wyczuć lekko orzechowy smak, z dużym naciskiem na "lekko". Zwątpiłam na chwilę w swoje poczucie smaku i dałam jogurt mężowi. Gdy zapytałam o smak, powiedział, że tak naprawdę nie wie ale najbliżej mu do orzechowego. Nie był jednak zadowolony, a jest orzechowym smakoszem i uwielbia wszystko co ma orzechy.

Podsumowując... Szczerze mówiąc gdyby ktoś mi podstawił wszystkie smaki w osobnych miseczkach i kazał odgadnąć każdy z nich, to nie byłabym chyba w stanie ich odróżnić. Niestety, są wszystkie do siebie bardzo podobne i nie są na tyle wyraziste by się wyróżnić. Zawartość cukru w dodatkach musli rozczarowuje chyba nawet bardziej niż w wersji owocowej. Miałam nadzieję, że w tej niby zdrowszej, jednak go zabraknie. Niewielka ilość samego dodatku musli też dużo ujmuje całości. Składem także jestem nieco rozczarowana.


Moja ocena





 

wtorek, 18 października 2016

Jogurty naturalne z dodatkami Zott Primo (Natur)

Dziś pod lupę bierzemy jogurty Zott Primo. Można je jeszcze znaleźć pod nazwą Zott Natur, ale to tylko kwestia czasu. Niebawem wszystkie produkty z logo Zott Natur zmienia się w Zott Primo.

(Niewielka część paczki Ambasadorskiej)

Po bardzo udanej kampanii śmietany Zott Natur, o której możecie przeczytać TU, byłam niesamowicie podekscytowana nowością tejże linii produktów, jaka są jogurty naturalne z dodatkami, a że uwielbiam Fantasię Danona, więc tym bardziej ta propozycja przypadła mi do gustu.

Jogurty dostępne są w dwóch wersjach smakowych - z dodatkiem owoców oraz z dodatkiem musli.

W tym wpisie zajmę się tylko jogurtami z dodatkiem owoców. Dlaczego? Ano dlatego, że kampania ma jedną wadę. Obecnie jogurty są bardzo ciężko dostępne w sklepach. Między innymi dlatego na zdjęciu jest mała cząstka tego co powinno się na nim znaleźć. Trzeba kupować na raty. Mi udało się w ciągu tygodnia dostać tylko wersje owocowe - o musli póki co mogę tylko pomarzyć, ale nie tracę nadziei. Dlatego też nic nie mogę jeszcze o nich napisać, w przeciwieństwie do owocowych.

Otóż są one dostępne w następujących smakach:
  • rajska brzoskwinia
  • słoneczna truskawka
  • słodka jagoda
  • soczysta wiśnia

Skład jogurtu naturalnego dla wszystkich wersji smakowych (74,8%): mleko, białka mleka, żywe kultury bakterii 

Jest bardzo dobry, lekko kwaśnawy w smaku, ma kremową konsystencję. Smakosz jogurtów naturalnych na pewno nie będzie zawiedziony. 

A teraz przyjrzyjmy się bliżej każdemu ze smaków z osobna.

Rajska Brzoskwinia

(Jogurt naturalny z dodatkiem owoców - Rajska Brzoskwinia)

Skład polewy owocowej (25,2%): brzoskwinie 40%, cukier, sok brzoskwiniowy z koncentratu 35%, skrobia modyfikowana, sok z marakui z koncentratu 1%, sok z cytryny z koncentratu, substancja zagęszczająca: mączka chleba świętojańskiego, koncentrat z dyni, koncentrat z marchwi

Ten wariant mi bardzo smakował, choć nie był tak wyrazisty w smaku jak bym chciała.

Słoneczna Truskawka

(Jogurt naturalny z dodatkiem owoców - Słoneczna Truskawka)

Skład polewy owocowej (25,2%): truskawki 64%, cukier, sok truskawkowy z koncentratu 10%, sok z cytryny z koncentratu, skrobia modyfikowana, barwnik: karminy,  substancja zagęszczająca: mączka chleba świętojańskiego

Ten wariant zdecydowanie najbardziej smakował mojej córeczce. Mi również bardzo przypadł do gustu. Jednak barwnik to duży minus... choć zdania co do jego szkodliwości są mocno podzielone. To barwnik naturalny, ale zanieczyszczony może prowadzić nawet do wstrząsu anafilaktycznego.

Słodka Jagoda

(Jogurt naturalny z dodatkiem owoców - Słodka Jagoda)
Skład polewy owocowej (25,2%): jagody 35%, woda, cukier, mus jagodowy z koncentratu 14%, skrobia modyfikowana, sok z cytryny z koncentratu, substancja zagęszczająca: mączka chleba świętojańskiego, barwnik: karminy

Ta wersja smakowała mi najmniej. Nie podobała mi się konsystencja dodatku jagodowego. No i ten wspomniany wyżej barwnik z suszonych czerwonych robaczków z Meksyku... :(

Soczysta Wiśnia

(Jogurt naturalny z dodatkiem owoców - Soczysta Wiśnia)

Skład polewy owocowej (25,2%): wiśnie 68%, cukier, sok wiśniowy z koncentratu 8%, skrobia modyfikowana, sok z cytryny z koncentratu, substancja zagęszczająca: mączka chleba świętojańskiego

Moja faworytka! Wyrazisty, idealnie słodki smak. Zakochałam się od pierwszej łyżeczki.


Podsumowując... zawartość cukru w dodatkach owocowych jednak rozczarowuje. Można by było obejść się bez. Niewielka ilość barwnika w niektórych smakach też gasi nieco entuzjazm. Jednakże i tak skład - w porównaniu z konkurencyjnymi jogurtami - jest bardzo dobry. Drugi minus, to dość małą pojemność jogurtu. W tej cenie konkurencja wygrywa, ale za jakość się płaci, więc można sobie robić niewielkie zapasy kupując w promocji. No i trzeci minusik - taki mój prywatny - że już sobie nie zjem tego deseru nie mieszając go (jak to miałam często w zwyczaju delektując się Fantasią). Nie jestem fanką jogurtów naturalnych, więc w tym przypadku, jedyna opcja dla mnie, to jogurt owocowy = naturalny z dodatkiem owoców tylko po uprzednim połączeniu.

Mam nadzieję, że niebawem podzielę się z Wami wariantem z musli. Póki co, spróbujcie sami nowych owocowych smaków i podzielcie się ze mną swoją opinią. Który jest Waszym faworytem?

Moja ocena

czwartek, 6 października 2016

Tesa Powerstrips®

Dziś coś dla osób, które uwielbiają często zmieniać wystrój mieszkania lub po prostu nie lubią dziurawić ścian ;)

Dzięki Streetcom mam przyjemność brania udziału w kampanii produktów montażowych Tesa Powerstrips® 

Paczka Ambasadorki Tesa Powerstrips®

Przyznam się Wam, że mimo iż uwielbiam robić zdjęcia i lubię się nimi otaczać, to dość długo wstrzymywałam się z powieszeniem ich w salonie. Mamy tam tapetę i strasznie bałam się ją dziurawić. Dlaczego? Ano dlatego, że szybko nudzi mi się wystrój mieszkania i często go zmieniam. A wiadomo, że dziura w tapecie pozostanie i nie zawsze da się ją czymkolwiek przysłonić. W dodatku tapera nie ma jednolitej struktury, więc nawet kawałki taśmy dwustronnej nie sprawdzały się w 100%. W sypialni na gładkiej ścianie wypróbowywałam także - dobrze się zapowiadającą - masę klejącą. Nie dość, że po jakimś czasie odpadała od ściany wraz z obrazkiem, to na dodatek zostawiała ohydne tłuste plamy... dlatego nie używałam jej też na tapecie. 

Na szczęście dowiedziałam się o dwustronnych plastrach samoprzylepnych tesa Powerstrips®. Rzeczywiście okazało się, że to idealny sposób na łatwe i szybkie mocowanie przedmiotów bez użycia wiertarki. Specjalna technologia pozwala na ich prostą aplikację i usuwanie. Po odklejeniu nie pozostawiają żadnego śladu. Plastry gwarantują solidne mocowanie przedmiotów do wagi 1 kg lub 2 kg w zależności od rodzaju.

(Źródło: Przewodnik Ambasadora TESA - Streetcom)

Pewnie zastanawiacie się jak mogę po krótkim czasie ocenić produkt (kampania Streetcom zaczęła się w drugiej połowie września)? Otóż zdecydowanie mogę. Użyłam ich pierwszy raz w grudniu 2015 r. Zamówiłam próbki na stronie producenta. Zaryzykowałam powieszenie kilku ramek ze zdjęciami na ścianie w salonie (tak, na tapecie) i mimo delikatnego przewieszania na tej samej taśmie wiszą do dziś i mają się całkiem dobrze :)


A wierzcie mi, że dopiero biorąc udział w kampanii dowiedziałam się jak ich prawidłowo używać, bo te próbne pocięłam na mniejsze i nie zostawiłam oznaczonych miejsc na demontaż ;) Ale spokojnie, sprawdzałam i da się je mimo wszystko "normalnie" odkleić ;) 

Tesa Powerstrips® oferuje głównie białe plastry, ale ma też w ofercie plastry transparentne oraz najróżniejszego rodzaju haczyki. Dysponuje także wieloma innymi produktami które łatwo można znaleźć w specjalnej wyszukiwarce na stronie Tesa.

Podsumowując. Plastry tesa Powerstrips® są naprawdę proste i bardzo przyjemne w użyciu, a co najważniejsze doskonale spełniają swoja rolę i nie niszczą powierzchni przy demontażu. Nie pozostawiają tłustych plam i nie sprawiają, że plaster odchodzi z kawałkiem ściany. Oczywiście ograniczone są możliwości wagowe plastrów. Ja akurat użyłam ich do powieszenia rzeczy lekkich, choć BARDZO brakuje mi plastra, który by dźwignął coś ponad 3 kg. Za wcześnie by wyrazić opinię o haczykach, które tez znajdowały się w paczce ambasadorskiej, gdyż wiszą od niedawna. Jak długo wytrzymają? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że spełnią moje oczekiwania jak dotychczasowe produkty Tesa.

Moja ocena

wtorek, 6 września 2016

Pachnąca i zmysłowa kampania Le Petit Marseillais



Po raz drugi miałam przyjemność zostać Ambasadorką Le Petit Marseillais. Tym razem do wypróbowania otrzymałam: 
  • Kremowy żel pod prysznic - Malina i Piwonia, 
  • Pielęgnujący balsam do mycia - Masło Arganowe, Wosk Pszczeli i Olejek Różany 
  • Pielęgnujący krem do mycia - Masło Shea i Akacja.
(Paczka Ambasadrska Le Petit Marseillais)

Najpierw napiszę swoje wrażenia z testowania kremu i balsamu.

Podobnie jak w przypadku pierwszej kampanii LPM, w balsamie i kremie do mycia, urzekła mnie konsystencja produktów. Podczas rozprowadzania go po skórze tworzy się subtelna, jedwabiście delikatna pianka - bardzo przyjemna w dotyku :) Aż chce się masować i masować... ;)  
Zapach obydwu jest bardzo delikatny i subtelny. Balsam Masło Arganowe, Wosk Pszczeli i Olejek Różany jest moim ulubionym produktem tej kampanii - choć nie była to miłość od pierwszego powąchania. Kiedy powąchałam go prosto z butelki wydawał mi się mdły, dopiero podczas mycia okazał się bardzo przyjemnym dla zmysłów :)

Oba te produkty bardzo dobrze się pienią, są bardzo wydajne i nie pozostawiają osadu na skórze. Doskonale odżywiają i nawilżają skórę pozostawiając na niej delikatny i długotrwały zapach.


Teraz o żelu pod prysznic.
Początkowo mój faworyt w kwestii zapachu. Intensywna i słodka woń malin i piwonii urzekła mnie natychmiast... być może dlatego, że ta kompozycja przypomina zapach gumy balonowej z dzieciństwa...? ;) Moim zdaniem zapach nie utrzymuje się jednak tak długo jak to się ma w przypadku balsamu i kremu do mycia. Ale jest równie wydajny i odżywczy dla skóry jak powyżej ocenione produkty. Zresztą nie postał w mojej łazience długo, bo zakochała się w nim teściowa i nie miałam serce nie podarować jej go w prezencie ;) 

Jeśli któraś z Was chciałaby wypróbować produkty Le Petit Marseillais, zachęcam do zarejestrowania się w portalu Ambasadorek LPM (https://ambasadorkalpm.pl/).

Jestem naprawdę zadowolona z tych testów. Mogę spokojnie polecić te produkty każdej przyjaciółce.

Moja ocena: 

Wybaczcie...

Dawno nie było nic nowego na blogu. Wybaczcie, ale nie byłam w stanie patrzeć w monitor z uwagi na stan w jakim się znalazłam. 
Tak tak, okazało się, że jestem w ciąży :) Maluch dawał popalić więc wypadłam z obiegu na kilka miesięcy.


Teraz jest już lepiej i w miarę możliwości postaram się dodawać nowe posty. Zapraszam :)


środa, 6 lipca 2016

Przyprawy Kotanyi

Dziś chciałam napisać o moim przypadkowym zakupie, który sprawił mi dużą niespodziankę. To przyprawa do ryb firmy Kotanyi.

(Źródło: http://www.e-commerce.pl/zdjecia/Mieszanki-przyprawowe/Przyprawa-do-ryb-71856-big.jpg)

Przyznam, że rzadko kupowałam mieszanki przypraw, bo mają dużo chemicznych dodatków, a jeśli już decydowałam się na ten zakup, to wybierałam te tańsze - jakoś tak bez namysłu. 

Jednak tym razem była pilna potrzeba a Kotanyi była jedyną przyprawa do ryb, jaka była w sklepie - i całe szczęście! 
Nie wahałam się nawet z zakupem. A tu proszę:

Skład: sól jodowana (sól, jodek potasu), gorczyca, cebula, rozmaryn, czosnek, pieprz, włókno grochu, koper, pieprz cayenne, skórka cytrynowa, kurkuma, kolendra, naturalny aromat cytrynowy, kozieradka, imbir, kmin rzymski, skrobia kukurydziana

Kurcze, fajnie! Zestaw wielu przypraw w jednej małej torebce i to jeszcze bez dodatków i wzmacniaczy. Małe ułatwienie w gotowaniu dla całej rodziny (bo i dziecku można taką przyprawą śmiało przyrządzić rybkę)

Sprawdziłam na innych gotowych mieszankach takich jak przyprawa do pieczonego kurczaka czy grilla. Skład jest równie naturalny.

Moja ocena:
 


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wędliny Natura firmy NOVE

Dziś chciałabym zarekomendować Wam linię produktów Natura z zakładów mięsnych NOVE. Natknęłam się na nią przypadkiem podczas zakupów, kiedy szukałam "zwykłych" parówek. 
(Źródło: http://foodandkitchen.pl/wp-content/uploads/2015/09/parowki_2_linia_natura-720x415.jpg)

Zachęcona informacją na opakowaniu, mówiącą, że jest to produkt:
  • bez glutenu
  • bez dodatku barwników
  • bez dodatku fosforanów
  • bez dodatku glutaminianu sodu
  • bez sztucznych przeciwutleniaczy
  • bez sztucznych konserwantów
  • bez „E” w składzie produktu
bez chwili zawahania zgarnęłam paczkę na próbę.  Najpierw oczywiście zachwyciłam się składem.

Skład parówek: mięso wieprzowe 83%, woda, sól, skrobia ziemniaczana, glukoza, cukier, białko wieprzowe, suszone owocowe aceroli, suszone warzywa (seler, marchew), przyprawy, ekstrakty przypraw, kultury bakterii.

Jak możemy dowiedzieć się ze strony producenta, mięso do wyrobu wędlin pochodzi z najlepszych zakładów, posiadających certyfikaty EFSIS, BRC, IFS i QI. Dodatkowo, produkt jest oznaczony znakiem przekreślonego kłosa, co oznacza, że musiał być dokładnie przebadany zarówno pod względem składu jak i technologii produkcji (w przypadku produkcji wyrobów bezglutenowych wymagana jest szczególna ostrożność, aby uniknąć „skażenia” produkowanej żywności glutenem).

A teraz trochę o smaku. Pierwszy kęs mnie mocno zawiódł... serio! Pomyślałam "Hmmm... chyba wolę już te parówki z konserwantami i innymi ulepszaczami smaku", ale z każdym kęsem było tylko lepiej. Teraz są dla mnie numerem 1. Na ciepło smakują najlepiej. 

Nie mam też żadnych obaw przed podaniem ich dziecku. 

Zachęcona swoim odkryciem niebawem skusiłam się kolejnymi produktami z linii Nove Natura. Jak dla mnie w smaku są wyśmienite a składem wyprzedzają znane marki.


(Żródło: http://www.magazyngolfowy.pl/images/artykuly/284_nove/produkty_linia_natura_NOVE.jpg)

Aktualnie produkty z linii bez E są dostępne w sieciach:
  • Auchan
  • TESCO
  • MAKRO

Bardzo Wam polecam te wędliny. Próbowałam chyba wszystkich i każda była przepyszna. 

Moja ocena
(odjęłam punkt za zawartość cukru)

wtorek, 21 czerwca 2016

Somersby

W Streetcom trwa kampania Somersby.

Niestety nie przeszłam nawet wstępnej kwalifikacji i nie dostałam się do testowania... a szkoda, bo byłabym naprawdę ekspertką jeśli chodzi o ocenę tego produktu. Jest to właściwie jedyne piwo jakie piję - mój numer 1!

Zestawy startowe były spore i nie powiem, że nie zazdrościłam tym, którym udało się dostać do kampanii. Ale trudno - może właśnie nie dostałam się dlatego, bo zaznaczyłam w ankiecie rekrutacyjnej, że jest to jedyne piwo jakie piję i jakie pić będę, a miało trafić do nowych odbiorców...? Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Ale napisać o tym piwie mogę - nikt mi nie zabroni ;)

Zestaw Ambasadorski (źródło https://www.facebook.com/streetcom/photos/a.426429330936.207239.145945315936/10154090399980937/?type=3&theater)

Jak już wcześniej napisałam, Somersby to właściwie jedyne piwo jakie piję. Zwykłe piwo zwyczajnie mi nie smakuje. Zanim poznałam Somersby, moim ulubieńcem był Redd's jabłkowy.

Dobra, już słyszę, że Somersby, Redd's i tym podobne, to nie piwo. Dobrze - to napój piwny o smaku jabłkowym... ale będę go tu nazywać (dla wygody) piwem - pozwólcie ;)

Somersby ma 4,5% zawartości alkoholu. W jego skład wchodzi 45% piwa i 55% napoju o smaku jabłkowym.

Sprzedawany jest w butelkach 0,4 l oraz puszkach 0,33 i 0,5 l.

Skład: woda, piwo, syrop cukrowy, cukier owocowy sok jabłkowy z koncentratu (1,6%), aromat naturalny, regulatory kwasowości (kwas cytrynowy, kwas jabłkowy, kwas askorbinowy), substancja konserwująca (sorbinian potasu). koncentrat barwiący z jabłka, substancja słodząca (sukraloza)

O Boże... pierwszy raz przeczytałam skład przyznam szczerze... Przeanalizujmy zatem...

kwas cytrynowy (E 330) - jest naturalnym składnikiem każdego żywego organizmu, pełni ważną rolę w metabolizmie. Na skalę rynkową produkowany jest przez fermentację melasy za pomocą pleśni Aspergillus Niger.

kwas jabłkowy (E 296) - jest kwasem naturalnym, obecnym w większości owoców oraz w wielu warzywach. Przemysłowo wytwarzany poprzez syntezę chemiczną. Jest częścią metabolizmu każdej żywej komórki.

kwas askrobinowy (E 300) - to inaczej witamina C. Występuje w większości owoców i warzyw. Przemysłowo uzyskiwany poprzez fermentację glukozy przy pomocy bakterii, a następnie chemiczne utlenienie. Nie jest szkodliwy.

sorbinian potasu - naturalnie występującego w owocach europejskiej jarzębiny (Sorbus aucuparia), od której wywodzi się nazwa kwasu. Przemysłowo uzyskiwany na drodze różnych metod chemicznych.

sukraloza - pochodna sacharozy, w której trzy grupy hydroksylowe zostały podstawione atomami chloru. Jest stosowana jako słodzik nie dostarczający do organizmu kalorii, gdyż nie jest przezeń metabolizowany

Nie jest tak źle w sumie. Co prawda cukier cukrem pogania, ale i tak nie zrezygnuję z tego napoju piwnego.

To co wyróżnia Somersby od innych piw smakowych to fakt, iż nie zawiera tej goryczki, która mi tak w piwie przeszkadza. Smakuje jabłkiem a nie piwem i doskonale gasi pragnienie. Ma wiele zwolenniczek w moim przyjacielskim gronie - tak tak, zwolenniczek - faceci raczej nie patrzą nawet w jego stronę ;) Najlepiej smakuje schłodzony, z kostkami lodu. Ja go uwielbiam od pierwszego łyka.


Moja ocena:
 
(zabrałam za ten cukier trochę)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Dżem Łowicz 100% z owoców

Dziś przedstawiam super produkt, na który trafiłam zupełnym przypadkiem, gdy zachciało mi się na kolację naleśników z dżemem. 

Chciałam znaleźć dżem lepszej jakości i wyobraziłam sobie, że znajduję taki, bez całej listy z tablicy Mendelejewa w składzie. To co znalazłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania! 
Tą miłą niespodzianką okazał się być dżem Łowicza 100% z owoców. 

Sięgnęłam po niego z powątpiewaniem, gdyż już nie raz przekonałam się, że hasła na etykietach mają swoje gwiazdki i gwiazdeczki, ale tym razem było inaczej. Skład tego dżemu absolutnie mnie zachwycił. Podam go na przykładzie mojego ulubionego smaku - brzoskwiniowego, ale gama smakowa jest dość pokaźna i co jakiś czas się poszerza.

Skład: Brzoskwinie (100 g brzoskwiń zużyto na 100 g produktu), zagęszczony sok jabłkowy, zagęszczony sok cytrynowy do korekty smaku kwaśnego, substancja żelująca - pektyna.

Pektyny są to mieszaniny poli- i oligosacharydów (węglowodanów), z których zbudowana jest ściana komórkowa wielu roślin, dla człowieka stanowią frakcje rozpuszczalnego włókna pokarmowego, czyli błonnika.
Teraz kwestia smaku, bo trochę się obawiałam, że brak cukru odbije się na walorach smakowych. I tu ponownie Łowicz pozytywnie mnie zaskoczył. Powiem tak: lepszego dżemu w życiu nie jadłam! 
Jest bardzo smaczny, nie przesadnie słodki...właściwie idealny. Ma też wyczuwalne spore kawałki owoców, co ja osobiście sobie cenię.

Uwaga jedynie na dżem wiśniowy - dwa razy natrafiłam w nim na kawałek pestki! Nie wiem czy to przypadek, ale warto uważać ;)
Jest też wersja dla dzieci. Skład tak samo dobry tylko konsystencja dżemu jest gładka. Ale to kwestia upodobań. Mojej córeczce bardziej smakują te dla dorosłych. Kupiliśmy smak morela-mango (zasugerowałam się kolorem i byłam przekonana, że to brzoskwinia :P) i był zbyt kwaśny.

Jedyny minus jaki mogę znaleźć w tym produkcie to jego cena. Słoiczek 220g to koszt ponad 6 zł, ale można trafić na promocję i kupić za niecałe 5 zł. Ja tak robię ;)

Z całego serce polecam! 
Moja ocena